kochaj życie!

I nie zdarzyło się…

Nie bardzo wierzę w przypadki. Zwłaszcza, kiedy dwoje ludzi spotyka się ot tak, a okazuje się, że… No właśnie, co?

To był maj, ale nie Saska Kępa. W wirtualnej rzeczywistości zacząłeś opowiadać mi o bańce, w której żyłeś. Przy zachodzie słońca w Khao Lak, w Tajlandii. Przy kieliszku wina w wannie pełnej piany. Pokrywały się te gwiazdozbiory. Zwyczajnie, jakbyśmy znali się sto lat. A mówią, że internet napompowany jest i nieprawdziwy wcale.

Działałam na Twoją wyobraźnię. A ona jest bardzo bogata, bo zawsze uwielbiałeś marzyć… Oboje dzieliliśmy słabość do męskich koszul noszonych z szortami albo nawet bez. I pisałam do Ciebie w środku nocy, by życzyć kolorowych snów, które przecież już śniłeś godzinami. Uśmiechałeś mnie czasem, to miłe. Po kilku kroplach, podanych opuszkami, zazwyczaj chciałeś więcej. Wina i mnie. Lubiłam nasze zawoalowania. Lubiłam parę dosłowności i opowiadanie bajek, bardzo podszytych tym, jak chciałabym pooddychać Twoim oddechem. Byłam ciekawa, jak układasz dłonie, kiedy siedzisz przy stole. I bardzo spragniona smaku…

Chciałeś kiedyś mieć żonę. I dom własnoręcznie zaprojektowany. Zazdrość uznajesz tylko wtedy, kiedy jest motywacją do działania. Jesteś trochę romantykiem. Ale to mi marzy się śniadanie z widokiem na wieżę Eiffela i wschód słońca na Machu Picchu.

„Tak czasami sobie myślę, że chciałbym się już z Tobą zobaczyć.” Jestem raczej z gatunku dotykowców i mam ponadnormatywną ciekawość przepływu energii. Przepadłam po tamtym zdaniu. Nie zliczę, jak wiele razy braliśmy wspólnie prysznic. Czy tylko wirtualnie?

Zaprosiłeś mnie na kawę/herbatę, na którą nie dotarliśmy wcale. Chcieliśmy posiedzieć na klifie celebrując ciszę i wino, definitywnie białe. W planach był też Wrocław i knajpka, która nie pachnie dymem. Kusiłeś jedzeniem, bo pizzę robisz najlepszą na świecie. Zapraszaliśmy się tak 36284898 razy. Aż odległości między ustami a ustami stały się zbyt dalekie.

Przed świętami dałeś mi swój numer. Do dziś nie wiem, jakim tonem mówisz dobranoc, które setki razy wybrzmiało na ekranie.

Dryfowaliśmy między pożądaniem a niedopowiedzeniami.

Zatańczmy jak owady przy zakurzonej żarówce.

Najlepiej na obcasach i po dużej wódce.

Wyjedźmy gdzieś za miasto, odwróćmy się plecami

Będziemy się poznawać ustami i palcami.

W następnym życiu spróbujmy się nie przegapić.

Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s