kochaj życie!

Marki premium. Co sprawia, że chcemy je mieć? Kryzys w pierwszym miesiącu bez zakupów.

Pierwszy miesiąc bez zakupów prawie za mną. O ogólnych założeniach przeczytasz we wpisie 2019. Rok bez zakupów Do tej pory nie było jakoś szczególnie trudno, ponieważ mam jeszcze niezły zapas kosmetyczny, sklepy z wyposażeniem domu omijam szerokim łukiem, a za ciuchami nigdy przesadnie nie szalałam. Co innego dodatki. Tu pojawiła się poważna pokusa…

Lista chciejstw

Otóż. Jest jedna torebka, na którą jestem chora. Tak, to adekwatne określenie i myślę, że wiele osób zna je z autopsji. Jeśli mam być totalnie szczera: nie jedna, tych torebek jest kilka. Poniżej moja tzw. wishlista, czy jak kto woli – lista życzeń: rzeczy, które chcę kupić, wiem, że idealnie uzupełnią moją garderobę, będą mi służyć przez lata. I nie są tanie.

wishlist torebki

Zaczynając od najbardziej przeze mnie pożądanych, są to: Mini Torebka czarny błyszczący krokodyl od Zofii Chylak, Antigona Medium leather tote Givenchy oraz Medium Faye Day Leather marki Chloe. Nuda? Dla mnie klasyka. To 3 torebkowe chciejstwa, które najprawdopodobniej wystarczą mi na pół życia. Jeśli (a może kiedy) je kupię. Czwartą jest oczywiście Cassic Flap Bag Chanel, ale może pomińmy ten temat milczeniem, bo nie znam kobiety, która pogardziłaby torebką z taką historią, nawet jeśli nie wszystkie znają jej szczegóły. Na ten moment kupienie torebki za kwotę, za którą mogę wyjechać na 2 tygodniowe wakacje wydaje mi się totalnie absurdalne. Mało tego: uważam, że zakup torebki za cenę przekraczającą 5-10% moich dochodów jest przesadą, a mimo to, te 3 modele regularnie pojawiają się na horyzoncie. Krążę wokół nich, sprawdzam dostępność, czytam opinie. Absorbują sporo mojego wolnego czasu. W przypadku pierwszej zapisałam się na listę oczekujących. Bo musicie wiedzieć, że na niektóre z torebek czeka się miesiącami. Prosta marketingowa strategia marek premium – niedostępność – sprawia, że rzeczy stają się bardziej pożądane, a ich cena przestaje mieć znaczenie. Targetem dóbr luksusowych jest w końcu grupa, którą na to stać, wystarczy odpowiednio wzbudzić pragnienie. Im coś trudniej dostępne, tym bardziej pożądane, nie tylko przez grupę docelową. Ja też uległam tej regule, choć miewam wątpliwości, jak definiować to, czy mnie stać lub nie stać. Zapisałam się do kolejki, uwierzcie – nie byłam jedyna. Czekałam ponad 8 miesięcy. I oto w styczniu, 2,5 tygodnia po rozpoczęciu wyzwania #rokbezzakupów, na mojej skrzynce mailowej zaświeciła wiadomość: Chylak – Mini Torebka – dostępna. Oczywiście ilość ograniczona, oczywiście rozeszła się jak świeże bułeczki i oczywiście – gdybym dostała tę informację w grudniu, bez mrugnięcia byłaby moja. A teraz…?

Dlaczego chcę to mieć?

Naszło mnie pytanie: dlaczego chcę ją mieć?  Dlaczego chcę tak bardzo? Tę czy którąkolwiek rzecz z mojej listy chciejstw. Kupując rzecz marki premium płacimy wielokrotność rzeczywistej ceny wyprodukowania danego produktu. Na cenę końcową składa się owszem: jakość, ale też marka, historia, logo, cała otoczka związana z przedmiotem i to, jak odbierają cię ludzie kiedy masz określone rzeczy. Co ciekawe, jestem daleka od epatowania logotypami. Na mojej liście są przedmioty, po których na pierwszy rzut oka nie widać, skąd pochodzą. Nie wstydzę się tego, że lubię lumpeksy. Nie chcę, by moja torebka krzyczała na kilometr, iż wyszła spod kreski znanego projektanta, bo nie zależy mi na opinii z zewnątrz. Tylko… Czy na pewno? Po co w takim razie w ogóle oglądam przedmioty luksusowe? Przecież mogłabym kupić rzecz „inspirowaną”, jak mawiają niektórzy, 1:1, wyglądającą tak samo tylko bez znaczka. Wyglądającą tak samo, ale nie taką samą. Raz taką torebkę kupiłam, nie noszę jej prawie wcale, bo dziwnie mi ze świadomością, że ktoś, kto ją wykonał, ukradł pomysł zamiast stworzyć coś własnego…

jimmy choo

Wg Ewy Gadomskiej, konsumentów dóbr luksusowych można podzielić na 3 grupy: ceniących sobie luksus funkcjonalny, ludzi, dla których zakupy marek premium to forma nagrody oraz osoby spełniające w ten sposób swoje hedonistyczne potrzeby – w tym ostatnim przypadku marki są swego rodzaju słabością, którą realizują z pobudek emocjonalnych.

Siebie widzę w grupie, dla której ważny jest luksus funkcjonalny. Doceniam jakość wykonania, zastosowane materiały, odczuwam przyjemność z użytkowania rzeczy, które są ładne, a jednocześnie świetnej jakości, ponieważ wiem, że będą służyły mi długo. Nie chcę, by logo rzucało się w oczy, by ktoś oceniał mnie po tym, co mam na sobie. Idąc tym tropem, z moimi chciejstwami mogłabym celować w zupełnie inną półkę. Bo można kupić rzeczy porządne, bardzo solidnie i ładnie wykonane za rozsądne pieniądze. A jednak czuję tę szczyptę próżności i zadowolenia, ba! nawet idę inaczej, kiedy mam na sobie określone buty. Czy dlatego chcę torebki od znanych projektantów? Jak z tym walczyć? A może… wcale nie trzeba?

Rzeczy to tylko rzeczy, nie definiują tego, kim jestem.

Luksus to nie rzeczy. Nie ubrania, nie torebki, nie kosmetyki. Obwieszona logotypami nie stanę się bardziej interesująca, jeśli nie będę miała nic do powiedzenia. Na całe szczęście mam niemal zawsze. Rzeczy nie zmienią mnie w dobrego człowieka. Nie nadadzą wartości ani jej nie dodadzą. Nie zmienią tego, jak patrzę na świat. Mogą sprawić, że świat zacznie inaczej patrzeć na mnie. I nie jestem pewna, czy tego choć trochę chcę.

Czy widok na miasto byłby lepszy, gdybym zamiast koszulki z lumpeksu miała na sobie haute couture? Przypuszczalnie byłoby mi mniej wygodnie. No i mogłabym się nie zmieścić w rozmiar przygotowany dla karmionych powietrzem modelek. Odbiór piękna miejsc jednak pozostanie niezmienny. Tak samo zachwycający. Luksus to coś, czego nie można kupić. Możliwość wyboru. Robienie różnych rzeczy dlatego, że chcemy, nie musimy. Radość. Czas.

W podróży kompletnie nie odczuwam materialnych potrzeb. Co w takim razie sprawia, że chcę posiadać rzeczy marek premium? Społeczeństwo, w którym żyjemy, konsumpcyjny styl bycia, potrzeba identyfikowania się z grupą mającą więcej, bo to daje sygnał, że dobrze radzę sobie w życiu?

Rzeczy to tylko rzeczy. Nie definiują tego, kim jestem. Nawet jeśli są premium.

Torebki nie kupiłam, choć nie twierdzę, że nigdy tego nie zrobię.

malaga

A Ty? Masz na oku jakieś rzeczy marek premium? Co Cię wstrzymuje przed ich zakupem? A może nie masz kompletnie problemu z kupowaniem dóbr luksusowych? Albo wręcz przeciwnie – kompletnie Cię to nie interesuje? 

 

Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion. 

Pozdrawiam, A.

21 myśli w temacie “Marki premium. Co sprawia, że chcemy je mieć? Kryzys w pierwszym miesiącu bez zakupów.”

  1. Właśnie tak – raczej nie interesuje mnie kupowanie marek premium. Pokusiłam się na jedną luksusową torbę i wcale nie jestem z niej zadowolona tak bardzo, jak się spodziewałam. Wolę coś po prostu dobrej jakości, a jeśli uda się to kupić taniej, to super! A poza tym wolę oszczędzać niż wydawać 🙂

    Polubienie

    1. Ja mam zrywy: raz wiem, że marki premium są totalnie nie dla mnie, innym razem myślę, że mogłabym być z takiej torebki bardzo zadowolona. Pewnie nie przekonam się, dopóki sama nie kupię.

      Polubienie

  2. Poruszasz ciekawy temat.
    Marki, loga, metki.
    Ja sama nigdy nie zwracałam na to uwagi.
    Może być no name, jeśli „zamruga” 🙂
    A luksusowa torebka – czemu nie ?
    O ile nie robimy tego zakupu z powodu snobizmu i chorej potrzeby konsumpcji, a z powodu westchnienia „tak, tę właśnie muszę mieć, bo do mnie zamrugała” – jest ok 😉

    Polubienie

  3. Kiedys nie mialam pieniedzy i nie moglam sobie pozwolic na marki premium. Potem gdy mialam przez jakis czas odbijalam sobie to i kupowalam w nadmiarze. Teraz jestem zwolenniczka minimalizmu. Lubie rzeczy dobre jakosciowo ale staram sie kupowac tylko to co mi potrzebne. Jest mi z tym bardzo dobrze, tez dlatego ze nie lubie chodzenia po sklepach przez nadmiar ludzi a do zakupow internetowych nie moge sie przekonac bo musze dotknac rzecz ktora mam kupic. A zaoszczedzone pieniadze wydaje na podroze i ksiazki i jestem szczesliwa 🙂

    Polubienie

  4. Osobiście mocno nie przepadam za zakupami. Od zawsze kupuję rzeczy, które są mi potrzebne, jakoś nie mam potrzeby kupowania dla samego kupowania. I zawsze w rozsądnej cenie. Rzeczami na które lubię wydać więcej są buty, które po prostu musza byc wygodne i wytrzymałe no i dobrej jakości żywność.
    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Masz bardzo zdrowe podejście. Wiele osób (w tym i ja) w pewnym momencie życia doszło do kupowania rzeczy bez głębszej refleksji, bo to na pewno się przyda. Ale przedmioty nie przynoszą szczęścia, nie dają radości …

      Polubienie

  5. Ja zdecydowanie „choruję” na niektóre rzeczy z marek premium.
    Szczególnie w sektorze kosmetyków.
    Mam około 40 palet cienie (ich ceny są bardzo różne), ale jak wychodzi jakaś nowa kolekcja to już wpisuję na listę kolejne do kupienia. Nie jest to zdrowe podejście, ale lubię makijaż i kupowanie narzędzi do jego tworzenia sprawia mi radość.

    Polubienie

  6. Bardzo się cieszę, że napisałaś na końcu, że marki, produkty premium to niej est to co Ciebie definiuje! Jako terapeuta zbyt często spotykam w swoim gabinecie kobiety, które przez markę ciuchów, butów kreowały swoją pewność siebie… która była niczym innym jak ułudą. Cieszę się, że masz odwagę pisac o rzeczach materialnych o których marzysz, bo to też temat tabu 🙂

    Polubienie

    1. Rzeczy to tylko rzeczy. Jednak nimi się otaczamy, one sprawiają, że żyje nam się wygodniej, przyjemniej, lepiej. Nie sposób się odciąć i chyba nawet nie chciałabym. Jednak nie może to być cel życia.

      Polubienie

  7. A ja chciałabym Ci napisać, że miałam torebkę Chylak, ten sławetny worek (hit instagrama) i odsprzedałam. Chorowałam na nią bardzo długo, ale chyba po prostu dałam sobie wmówić, że ją chce. Naoglądałam się zdjęć na instagramie, naczytałam ochów i achów, ustawiłam powiadomienie w sklepie, chyba nawet wpisałam na listę oczekujących (!!!) i jak tylko się pojawiła to od razu kupiłam. A potem bardzo mocno się rozczarowałam. Skóra była naprawdę kiepsko wyprawiona i po kilku, naprawdę kilku, użyciach robiły się przetarcia. Byłam w ciężkim w szoku. Była sztywna, jakby wysuszona jak papier. Naprawdę nie tego się spodziewałam.Na początku pomyślałam, że może się ułoży, zmięknie, w końcu to skóra naturalna. Jednak z nic z tego.
    Matka koleżanki mojej córki ma tę ze zdjęcia i na brzegach jej torebki też widziałam przetarcia. Ale jest tak zafiksowana na jej punkcie, że nie stanowi to dla niej problemu. Dla mnie to wielka porażka. Może nie wszystkim to przeszkadza, ale moim zdaniem to nie jest torebka na lata. Być może warto samemu sprawdzić.

    Pozdrawiam seredecznie

    Polubienie

    1. Dziękuję Ci za tę wiadomość. Dla mnie torebki są na lata. Właśnie dlatego myślałam, o takiej teksturyzowanej skórze, żeby mniej było widać zniszczenia. Ale jeśli ma to wyglądać w ten sposób, że będę na torebkę dmuchać i chuchać, to nie chcę.

      Polubienie

  8. Bardzo dobry artykuł 🙂
    Miałam kilka upatrzonych rzeczy z marek premium, w czasach, gdy mogły być tylko w sferze marzeń. Im bardziej stawały się dostępne, tym mniej zaczynały mnie interesować. Być może to jednak zmieniły się po prosu moje priorytety w wydawaniu pieniędzy.
    Obecnie nie interesują mnie w ogóle. Stawiam na jakość wykonania i materiałów, polskie marki, fair trade. Zresztą nie kupuję dużo, torbę na przykład mam tę samą od 7 lat. Jest polska, funkcjonalna i {mam nadzieję} niezniszczalna 🙂

    Polubienie

    1. Też mam torebkę kupioną 5 lat temu, sprawuje się bezbłędnie. W międzyczasie kupiłam kilka innych, ale tamta jest ciągle numerem 1. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się na zakupy z powyższej listy. To wyzwanie niekupowania wiele otworzyło w mojej głowie 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s