codzienność. jak żyć lepiej?, czytaj, warto!

„Zaufanie czyli waluta przyszłości” – jak znaleźć swoje: Dlaczego?

Książkę Michała Szafrańskiego „Zaufanie czyli waluta przyszłości. Moja droga od zera do 7 milionów z bloga” kupiłam w przedsprzedaży, ponieważ po lekturze „Finansowego Ninjy” i bloga jakoszczedzacpieniadze oraz regularnym słuchaniu podastów, byłam więcej niż pewna, że będzie to pozycja merytoryczna i niezwykle inspirująca. Nie pomyliłam się! Mimo objętości 430 stron, przeczytałam niemal w jeden dzień, zwyczajnie przyssałam się do niej niczym żądna krwi pijawka i wróciłam do życia dopiero, gdy źrenice zatrzymały się na ostatniej kropce. Dlaczego z opinią i poleceniem, (bo nie ukrywam, że będę tę książkę gorąco polecać), przychodzę dopiero teraz?

#zaufanie

Zaufanie czyli waluta przyszłości

Wróciłam z #SeeBloggers – konferencji, na której spotykają się Twórcy internetowi. W tym roku pod jednym dachem EC1 w Łodzi było nas ponad 2000: osoby znane szerokiemu gronu, prelegenci z najrozmaitszymi doświadczeniami, ludzie telewizji oraz grupa równie inspirujących, choć jeszcze nie tak wszechobecnych osób, o których będzie jeszcze głośno, jestem o tym przekonana. Pierwszy raz brałam udział w tego typu wydarzeniu i choć cieszyłam się ogromnie, przebywanie wśród dużej liczby ludzi wymagało ode mnie opuszczenia strefy komfortu, a nawet nie lada walki z introwertyczną stroną osobowości. Było warto!

Właściwie we wszystkich prelekcjach, w mniejszym lub większym stopniu przewijał się jeden wątek, a zarazem zagadnienie dogłębnie przeanalizowane przez Michała we wspomnianej książce. Temat niezwykle istotny, o którym, wydawałoby się, nie trzeba przypominać. Mianowicie: zaufanie i ogromna wartość, jaką przynosi bycie autentycznym. Jedynie szczerość i pozostanie sobą, bez prób kopiowania kogokolwiek, wyznaczanie własnej ścieżki oraz systematyczna praca, pozwolą zbudować coś wartego uwagi, coś, co, jak trafnie podczas wystąpienia na See Bloggers ujęła @elajza: zmieni twórcę w influencera, osobę mającą realny wpływ na rzeczywistość.

W ZCWP Michał przedstawia swoją drogę dojścia do miejsca, w którym znajduje się obecnie, drogę do wolności finansowej, osiągniętą dzięki wierze we własne ideały, wręcz żołnierskiej dyscyplinie i systematyczności oraz naprawdę ciężkiej pracy. Jak tego dokonał? Jak się motywował? Skąd wiedział, co i jak robić? Nie chcę odbierać Wam przyjemności z lektury poprzez zdradzenie zbyt wielu szczegółów, bo, moim zdaniem dzieło Michała to pozycja obowiązkowa nie tylko dla twórców internetowych, ale dla wszystkich, którzy chcą realizować w życiu ambitne cele. A chcecie, prawda? Pozwolę sobie zacytować zdanie, które trafiło wprost do mojego serducha i które powtórzę jeszcze pewnie milion razy:

„Jestem jedyną osobą, która może zmienić ocenę mojej sytuacji”.

Tylko i aż tyle. Mądrość tłumów, powiecie? Nie od dziś wiadomo, że każdy z nas jest kowalem swego losu. W praktyce okazuje się jednak, że jest to prawda, do której dochodzi się długo. Opowiem Wam o lekcjach, jakie odrobiłam i tematach nad którymi mocno pracuję po przeczytaniu ZCWP oraz kilku innych inspirujących książek.

Znajdź swoje Dlaczego?

zaufanie czyli waluta.JPG

Ustalenie celu, szczera odpowiedź na pytanie: Dlaczego coś robię? Dlaczego dane zagadnienie jest dla mnie ważne? To podstawy życia, których nie uczą w szkole, często nie mówią o tym również rodzice, choć zdecydowanie powinni, bo odpowiedzenie sobie na to pytanie rozwiązuje wiele problemów jeszcze zanim się one w ogóle pojawią. Wbrew pozorom określenie motywów, jakie nami kierują nie jest proste, to nie kwestia półgodzinnej sesji na kozetce u psychologa, ale miesiące, czasem nawet lata poszukiwań wewnątrz siebie. To ciężka praca i najważniejsza lekcja, jaką mamy do odrobienia. Gra jest jednak warta świeczki, ponieważ, jeśli uda nam się zdefiniować nadrzędny cel, łatwiej będzie opierać się pokusom, które mogą sprawić, że zboczymy z wyznaczonej ścieżki. Kiedy droga kręta, a w krzaczkach rosną maliny, nie tak trudno powtórzyć błąd Czerwonego Kapturka, i zamiast w ramiona babci, wpaść w paszczę złego wilka. Na własnym przykładzie mogę poświadczyć, że rewelacyjną metodą jest zapisanie priorytetów w takim miejscu, by móc wracać do nich za każdym razem, gdy pojawia się pokusa zrobienia czegoś, co nie jest spójne z naszym Dlaczego? Taka lista to wspaniała rzecz! Przypuśćmy, że jednym z priorytetów są podróże, poznanie rozmaitych miejsc na świecie. To mój cel nadrzędny, każdy musi znaleźć własny. Przykład biorę z autopsji, w końcu szczerze można mówić tylko o tym, co się zna. Mając rzetelnie wypunktowane powody, dla których zwiedzanie świata jest dla mnie ważne, łatwiej mi nie ulegać innym, bieżącym pokusom. Czas się do czegoś przyznać… Jestem kobietą, która swego czasu była niemal uzależniona od kupowania kosmetyków. Słowo kupowania jest tutaj kluczowe, ponieważ nie byłam w stanie zużyć ilości produktów, jakie magazynowałam w domu. Finalnie trafiały one do rodziny, znajomych lub (co gorsza) do śmietnika, co było nieoszczędne, nielogiczne, nieekologiczne i po prostu głupie. Marnotrawiłam zasoby, pieniądze, czas, własne życie. Powiecie: teraz to pojechałaś! Ale zastanówmy się: największą wartością w życiu człowieka jest czas: można dostać więcej pieniędzy, ale nie sposób otrzymać więcej czasu, a życie jest krótkie i pędzi jak wiatr. Marnowanie produktu (kosmetyku czy czegokolwiek, za co zapłaciliśmy) to prawie to samo, co wyrzucanie pieniędzy, ale jakoś dziwnie łatwiej włożyć do kosza butelkę przeterminowanego balsamu niż powiedzmy 20zł, które się na niego wydało, prawda? A przecież to dokładnie to samo! Zabrnę w to bagno jeszcze dalej: stracone pieniądze można odzyskać, zarobić jeszcze raz, ale zmarnowanego czasu nikt nam nie zwróci, nie przeżyjemy drugi raz tych kilkudziesięciu minut, godzin, dni, jakie musieliśmy poświęcić, by te pieniądze zarobić. Marnotrawiąc przedmioty zamieniałam cząstki życia na nic nie wartą egzystencję. Pracujemy dłużej, żeby zarabiać więcej i kupować rzeczy zupełnie nam niepotrzebne, po to, by zaimponować ludziom, którzy mają nas gdzieś. Ma to sens? Dla mnie absolutnie nie, dlatego cieszę się, że znalazłam swoje dlaczego. Wy też możecie!

Michał podaje super receptę! „Jak dojść do tego, co dla nas najważniejsze? (…)

  1. Zarezerwuj sobie 30-60 minut, kiedy nikt nie będzie Ci przeszkadzał.
  2. Przygotuj kilka czystych kartek i długopis. Wyłącz telefon. Włącz ulubioną muzykę lub pracuj w ciszy – wybierz to, co lubisz.
  3. Na pierwszej kartce napisz wszystkie rzeczy, które chciałbyś zrobić w życiu. W całym życiu. (…)
  4. Weź drugą kartkę. Teraz zadanie się komplikuje. Patrząc na pierwszą kartkę przepisz tylko te cele i marzenia, które chciałbyś spełnić w ciągu najbliższych 10 lat. Staraj się podejść do tego realistycznie. (…)
  5. Weź trzecią kartkę. Teraz zadanie zacznie się naprawdę komplikować. Załóż, że zostały ci tylko dwa lata życia. Jak zmieniłaby się lista twoich priorytetów, gdybyś wiedział, że na ich wykonanie masz tylko 24 miesiące? (…)
  6. Weź czwartą kartkę i przepisz te cele, które zrealizowałbyś, gdyby zostało ci zaledwie 12 miesięcy życia. Wiem, że perspektywa dwóch lat wydaje się mało realna i doskonale potrafimy usprawiedliwić przed sobą, że co prawda w ciągu roku tego nie zrealizowaliśmy jeszcze żadnych planów, ale zabierzemy się za to w kolejnym roku. Dlatego nie warto kończyć na punkcie piątym. Skróć perspektywę do 12 miesięcy.

Spójrz na swoją kartkę. Co na niej zostało? To jest Twoja lista priorytetów na najbliższy rok. Rzeczy, które powinieneś robić i do których powinieneś dążyć. (…) Nie wszystkie plany i marzenia da się od razu zrealizować. Każde z nich ma swoją cenę. Niektóre emocjonalną, inne po prostu wymagają odpowiedniego finansowania.”

Podobne listy sporządziłam już dawno, zgodnie z sugestią „Zadad Canfielda„. Tam co prawda zadanie było nieco utrudnione, ponieważ należało wypisać po 30 rzeczy, które chce się zrobić, mieć i pozostawić po sobie: rzeczy, które chcemy, by nas określały, zanim odejdziemy z tego świata. Następnie 20 rzeczy, które lubimy robić, dalej 101 rzeczy, jakie chcemy zrealizować, a później jeszcze 100 lub więcej życiowych sukcesów. Przyznam, do dziś nie wszystkie listy mam uzupełnione do końca, ale sukcesywnie nad nimi pracuję. Wydawałoby się, że to nie problem wymienić coś, co określa osobę, którą znamy najlepiej – nas samych. A jednak… Spróbujcie! Pierwszych 10 pozycji idzie jak z płatka. Kolejne przychodzą po chwili zastanowienia, w połowie jest już niezwykle trudno, a dobrnięcie do ostatniego punktu wymaga zagłębienia się w siebie, czasem naprawdę długich dni, tygodni zastanawiania się nad odpowiedziami. Warto poczynić ten wysiłek i spisać wszystko. Po co? Ilekroć napotykam pokusy, które kolidują z moimi celami, wracam do mojej priorytetów. Wyleczyłam się z kosmetycznego zakupoholizmu, nigdy nie wydam na torebkę więcej niż 10% miesięcznych przychodów, choć wiem, że kobiece ego byłoby połechtane takim cackiem. Nauczyłam się też oszczędzać, choć z pozoru przyjemniej żyje się „tu i teraz”.

Pieniądze szczęścia nie dają?

zaufanie czyli waluta przyszlosci.JPG

Zasada wbrew pozorom jest prosta – w życiu wspinamy się po stopniach piramidy Maslowa, której podstawą są potrzeby fizjologiczne. Zanim dojdziemy do samorealizacji, musimy zaspokoić wszystkie pozostałe, a w tym celu zwykle dobrze sprawdza się gotówka. Posiadanie odpowiedniej ilości pieniędzy daje wolność i poczucie bezpieczeństwa, możliwość wyboru, zwiększa śmiałość do próbowania nowych rzeczy i podejmowania decyzji, a więc pozwala na rozwój. Pieniądze szczęścia nie dają, ale dopiero wtedy, gdy mamy zapewnione wszystkie podstawowe potrzeby i stać nas na realizację marzeń, dlatego warto dążyć do tego, by zarabiać godnie. Celowo nie piszę dużo, bo dla każdego ten limit jest gdzie indziej. Jeśli odpowiednio wcześnie określimy nasze dlaczego, łatwiej będzie panować nad wszystkimi innymi aspektami życia. Dodatkowo, jeśli ze wzrostem przychodów nie podniesiemy z marszu stopy życiowej, ale będziemy racjonalnie konsumować, co miesiąc najpierw zapłacimy sobie i przelejemy określoną wcześniej kwotę (u mnie min. 10% wypłaty) na konto oszczędnościowe, szybciej, niż się pozornie wydaje, będziemy finansowo wolni. Przez moment zachłysnęłam się możliwościami podwyżki, kupowałam więcej niż byłam w stanie spożytkować, tylko dlatego, że mogłam i powrót na właściwe tory trochę mi zajął. Dziś mogę zaufać sobie, bo zrozumiałam, że zdecydowanie lepiej mieć więcej czasu i doświadczeń niż rzeczy, ale nie zawsze tak było. Dochodziłam do tego długo, bo przyszło nam żyć w czasach, kiedy kreowanie sztucznych potrzeb jest na porządku dziennym. Wszystkie Czerwone Kapturki z bajki zwanej Instagramem noszą płaszczyki Burberry, twarz smarują Diorem, a makową pomadkę Givenchy upychają w małej, czarnej, pikowanej Chanel. Kobiece pisma i dziesiątki dziewczyn lansują zakupy na kredyt, nabywanie torebek, jako inwestycje, wtłaczają do głów sieczkę o tym, że biała koszula z metką znanej marki doda nam pewności siebie, zbuduje osobowość, poza tym przecież: jesteśmy tego warte. Żadne opakowanie nigdy nie będzie decydować o wartości człowieka. Kropka. Określenie dlaczego jest tym bardziej istotne, bo pomaga wytrwać w drodze do celu, choć jest jeszcze kilka innych trików, o których wspominałam we wpisie: Sztuka czekania. Odraczanie gratyfikacji.

„W chwilach zwątpienia kluczowa jest umiejętność powracania myślami do tych życiowych doświadczeń, które są dla nas źródłem siły. Warto przypomnieć sobie wszystkie sytuacje, w których potrafiliśmy przezwyciężyć trudności. Przypomnieć sobie moment, w których hartował się nam charakter. Te chwile mogą być źródłem wiary w to, że i teraz damy radę wszystko udźwignąć. Kolekcjonowanie takich wspomnień jest bezcenne.”

Zrozumienie, znalezienie własnego dlaczego oraz zaufanie – do siebie, do innych i innych do nas, to droga do realizacji naprawdę dużych celów i nie ma tu możliwości, by pójść na skróty. Jako drogowskaz, serdecznie polecam książkę „Zaufanie czyli waluta przyszłości”. Warto odrobić wszystkie lekcje, przez które przeszedł Michał, bo – skoro on osiągnął tak wiele, to kto wie, gdzie zaprowadzi nasz ścieżka?

A Wy znaleźliście już swoje dlaczego? Co myślicie o metodzie list i eliminacji? Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii, będzie mi miło, jeśli podzielicie się w komentarzu.

Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion.

Pozdrawiam, A.

10 myśli w temacie “„Zaufanie czyli waluta przyszłości” – jak znaleźć swoje: Dlaczego?”

  1. Długi jest Twój wpis i na conajmniej 2 tematy: zaufanie i motywacja…ale doczytałam do końca grzecznie, by zgodzić się że zaufanie jest kluczowe, i to zaufanie personalne, nie tylko do marki ale konkretnej osoby, która firmuje, sprzedaje, poleca, chyba słodkie i sztuczne uśmiechy z reklam przestały być przekonujące

    Polubienie

    1. Michale, książka jest rewelacyjna! Wspaniale, że pokazałeś drogę, która nie była usłana różami. Daje to ogromną nadzieję i wiarę, że każdy może osiągnąć swoje cele. Wystarczy się nie poddawać. Dziękuję za inspirację!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s