obserwacje życia, polecam

Cyferki są ważne

„(…) jak absurdalne jest nasze życie. Pomyślcie sami, wszystko, co stanowi o naszym jestestwie, musi mieć pokrycie na papierze. Dokumenty, cenzurki, metryki, akta, banknoty… papier, papier, papier… (…) Jest nieodłącznym towarzyszem człowieka, takim materialnym cieniem, snującym się razem z nami przez całe życie.” 

„Skazaniec”, Krzysztof Spadło

paper-3146951_1920

Cyferki na koncie, pozwalają zapłacić rachunki, zapewniają poczucie bezpieczeństwa bez obaw o przyszłość, dają też możliwość realizacji dużej części marzeń.

Cyferki na wadze poprawiają samoocenę, nie tak rzadko wpływają na samopoczucie, postrzeganie własnej osoby.

Cyferki w dzienniku pokazują, na ile opanowaliśmy dany temat. Te na testach końcowych czy maturze otwierają (lub wręcz przeciwnie – niewystarczająco wysokie – zamykają) wiele drzwi prowadzących ku przyszłości.

Cyferki mierzą wyniki, pokazują postęp lub jego brak. I dzięki temu pomagają realizować cele.

Nie wszystko można zmierzyć, nie sposób ocenić czy dziś jesteśmy o 5% bardziej szczęśliwi niż byliśmy wczoraj, ale są rzeczy, które przychodzą łatwiej, dzięki zapisywaniu wyników, porównywaniu rezultatów. Dziś opowiem Wam trochę o tym, dlaczego żyję z kalendarzem w ręku, po co mi budżet domowy, co daje mi zapisywanie i dlaczego na wiele rzeczy patrzę przez pryzmat cyferek.

Minimalizm a życie

pencil-3326180_960_720

Jeszcze w okresie, kiedy nie posiadałam własnych 4 kątów, doszłam do wniosku, że mam za dużo rzeczy. Mocno utrudniało mi to życie, zwłaszcza, że mieszkanie zmieniałam mniej więcej co rok. Ubrania, przedmioty codziennego użytku, książki, kosmetyki. Przy przeprowadzkach przenoszeniu pudeł, kartonów, koszyczków nie było końca. Studiowałam wtedy architekturę krajobrazu, ale żywo interesowałam się również wnętrzami i tak, poszukując inspiracji do studenckich projektów natknęłam się na ideę minimalizmu japońskiego. Początkowo, choć aranżacje bardzo mi się podobały, bo były takie proste i czyste, sam temat nieszczególnie przypadł mi do gustu, bo przecież nie po to zarabiałam pieniądze, żeby mieć w szafie kilka koszulek i dwie pary spodni, a na półce w łazience jeden krem do wszystkiego. W tamtym okresie byłam posiadaczką co najmniej 5 jednocześnie otwartych kosmetyków do każdej części ciała! Moja szafa pękała w szwach, kartony z butami wypełniały wszystkie wolne przestrzenie przedpokoju, a torebki komodę, ale tego, że wiecznie nie miałam się w co ubrać, nie przypisywałam źle skomponowanej garderobie. Choć estetyka oparta na prostocie od zawsze przemawiała do mnie, wprowadzenie ograniczeń wydawało się abstrakcyjne i niepotrzebne. Z biegiem czasu zrozumiałam jednak, że dążenie do zoptymalizowanej wersji minimalizmu może znacznie poprawić jakość mojego życia. Podczas jednej z przeprowadzek z dnia na dzień wyrzuciłam wszystkie „przydasie”, oczyściłam przestrzeń i… zrobiłam się spokojniejsza. Zakup własnego M spowodował, że kolejne przedmioty powędrowały w świat, dziesiątki ubrań trafiły do potrzebujących, niepotrzebne, zniszczone rzeczy na śmietnik, a ja wprowadziłam się z mocno uszczuplonym stanem posiadania, nie zagracając nowego lokum. W początkowo bardzo słabo umeblowanej przestrzeni poczułam, że wcale nie potrzebuję większej liczby mebli, dobrze mi, kiedy w domu jest czym oddychać. I tak doszłam do etapu, od kiedy minimalizuję świadomie i z premedytacją, bo wiem, że posiadanie rzeczy nie daje mi szczęścia.

Największy problem miałam ze zmniejszeniem ilości kosmetyków. Kupowałam je kompulsywnie, w nagrodę, na pocieszenie, bo była promocja, czy też pojawiło się coś nowego, co oczywiście obowiązkowo musiałam przetestować na własnej skórze. W zmniejszeniu ilości bardzo pomogła mi inwentaryzacja kosmetyczna, którą przeprowadziłam na początku 2017r. Spisałam wtedy wszystkie posiadane produkty, posegregowałam w tabelce w excelu, policzyłam je i okazało się, że nie tylko liczba jest naprawdę pokaźna, ale wiele produktów miałam zdublowanych lub w ilości większej niż 2. Pomyślałam wtedy, że przecież niemożliwością jest, bym na jedną twarz nakładała więcej niż jeden krem! Ale, ponieważ przy cerze problematycznej zmiany pielęgnacyjnej rutyny nie wychodzą mi na dobre, ustaliłam sama z sobą, że dojdę do stanu posiadania 1 kosmetyk z danej dziedziny, które, umówmy się, i tak są nad wyraz rozbudowane.

Na ten moment noszę się z zamiarem przeprowadzenia wyzwania, które w minimalistycznym światku znane jest jako projekt #333 – przez 3 miesiące nosi się jedynie 33 rzeczy – wliczając w to buty, dodatki, ale nie liczy się bielizna i odzież sezonowa typu puchowa kurtka (czego przez najbliższe cudowne miesiące nie będziemy musieli na siebie wkładać). Jak tylko ogarnę temat, na pewno podzielę się wrażeniami! 🙂

Kaloryczny asperger

breakfast-1001382_1920

 Kto nigdy się nie odchudzał, niech pierwszy sięgnie po ciacho! Ja, jak przypuszczam niejedna kobieta, mam za sobą liczne diety i przeboje żywieniowe, nie wszystkie mądre, przyznaję. Przerobiłam głodówki, jedzenie „przepysznej” zupy kapuścianej, diety monoskładnikowe i żadna nie wyszła mi na zdrowie. Tabele kalorii znałam na pamięć, jakbym cierpiała na nietypową odmianę aspergera. Dziś wiem, że istnieje wiele sposobów, by zrzucić zbędne kilogramy, najskuteczniejszym jednak jest dieta MŻ, co w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu – nakładanie mniejszych niż normalnie porcji. Bardzo skuteczne jest również zapisywanie oraz liczenie – tak, tak, liczenie kalorii. I znów cyferki – w drodze ku ładniejszej figurze pomogą niemal zawsze. Nie jestem absolutnie dietetycznym guru, by mówić komukolwiek, co jeść powinien, a czego absolutnie nie wolno palcem tknąć najmniejszym, bo spuchnie w oczach, jednak, jeśli macie wrażenie, że nic u Was nie działa, waga ani drgnie, spróbujcie prostej metody, o której czytałam w kilku źródłach i którą to metodę spraktykowałam na sobie.

1. Zero podjadania wieczorami. Najlepiej sprawdza się u mnie ustalenie konkretnej godziny – po 19:00 tylko woda i herbaty bez cukru.

2. Staram się pilnować stałych pór posiłków – mogę pozwolić sobie na jedzenie co 3h, mam do tego warunki w ciągu dnia, więc dbam, by tego trybu nie rozregulować.

3. Liczę kalorie – czasem „na oko”, czasem spisując z opakowania danego produktu lub ważąc daną porcję. To kwestia wprawy więc nie ma co się zrażać tym, że na początku kompletnie nie będziecie umieli oszacować co ile waży i ile może mieć kalorii. Liczenie tego uczy.

4. Ważę się, mierzę i zapisuję wyniki. Widok utraconych kilogramów lub mniejszych obwodów to najlepsza motywacja, by pójść na kolejny trening zamiast zalegać na kanapie.

Polecam!

Budżet domowy

apple-1850613_1920

Jak słusznie prawi Michał Szafrański zarówno na blogu Jak oszczędzać pieniądze, jak i w książce Finansowy Ninja: każdy jest w stanie oszczędzać. Czy będzie to 5, 10, 30 czy 50% zarobków, zależy oczywiście od wysokości naszych wpływów, jednak prowadząc budżet domowy zawsze istnieje możliwość stworzenia tzw. poduszki finansowej, czyli zaplecza gotówki, która da nam poczucie bezpieczeństwa i sprawi, że będziemy odważniejsi w podejmowaniu życiowych decyzji. Najprostszą metodą zapanowania nad finansami jest oczywiście obliczenie wydatków podstawowych – tych, które ponosimy co miesiąc, jak opłaty do spółdzielni, rachunki, bilet, koszt szkoły czy przedszkola, a nawet karnet na siłownię oraz racjonalne gospodarowanie pozostałą częścią. Dla mnie najlepszym sposobem oszczędzania stała się zasada „najpierw płać sobie”, zgodnie z którą konto oszczędnościowe zasilam regularnie tuż po wypłacie. Nie czekam na koniec miesiąca, by odłożyć to, co zostanie, bo kiedy funkcjonowałam w takim trybie, z reguły – niezależnie od wysokości przychodu, zostawało bardzo niewiele. Wszystkie wydatki, które nie są stałe, dobrze jest zapisywać oraz regularnie analizować, dzięki temu zobaczymy, gdzie uciekają nam pieniądze i będziemy w stanie zapanować nad tym, by wydawać je w sposób bardziej kontrolowany. To również robię – wydaję w sposób kontrolowany. Celowo nie mówię mądrzej ani rozsądniej, bo w życiu nie chodzi o to, by ciułać grosz do grosza, ale – by wydawać na to, na co naprawdę chcemy, co sprawia nam przyjemność i poprawia jakość życia. Dążenie do minimalizmu w posiadaniu ilości przedmiotów, całkiem niezamierzenie przyczyniło się do tego, że mam więcej pieniędzy i trochę mniej potrzeb, a prowadzenie budżetu domowego sprawia, że nie wydaję w sposób niekontrolowany. Dzięki prowadzeniu budżetu domowego pieniądze przestały przepływać mi przez palce.  I znów – regularna kontrola cyferek sprawiła, że jestem w stanie realizować cele, o których, jeszcze kilka lat temu mogłam tylko pomarzyć. By opanować tę sztukę, serdecznie polecam wspomnianego wcześniej bloga oraz książkę. Nikt lepiej nie wytłumaczy dlaczego warto oszczędzać i jak robić to skutecznie niż Finansowy Ninja.

A gdybym miała tak jednym zdaniem powiedzieć, co daje mi zapisywanie? Przede wszystkim kontrolę nad poszczególnymi obszarami życia. Ciekawa jestem, czy podobnie jak ja mierzycie swoje wyniki? Prowadzicie budżet domowy, by mówiąc kolokwialnie: hajs się zgadzał lub liczycie kalorie w celu uzyskania wymarzonej wagi? Podzielcie się w komentarzu!

Bo wszystko to magią jest i iluzją, (a czasem matematyką) i zdarza się raz na milion.

Pozdrawiam, A.

 

 

6 myśli w temacie “Cyferki są ważne”

  1. Bardzo fajny wpis!! Ja też przymierzam się do zapanowania nad chaosem ubraniowo-kosmetycznym :)!! A jak przeczytałam o diecie MŻ to zaczęłam się śmiać bo to takie proste, a każdy w sumie wymyśla tyle diet (ja też haha). No i budżet, święta racja, czas na excel i kontrolę wydatków! 😀

    Polubienie

  2. Jako matematyk uwielbiam cyferki 😉 Co prawda kalorii nigdy nie liczyłam i nie zamierzam, ale z pozostałymi przykładami jak najbardziej się zgadzam 🙂 Minimalizm w mojej szafie panuje coraz śmielej – i dobrze mi z tym. Jak nigdy wcześniej nie mam problemu z wyborem w co by się tu dzisiaj ubrać 🙂 Budżet domowy i odkładanie pewnej sumy (oczywiście zaraz po wypłacie, bo potem wiadomo jak to jest) też są stałymi elementami mojej codzienności 🙂

    Polubienie

  3. Projekt #333 zmienił moje życie! Inaczej zaczęłam patrzeć na swoje zakupy i na to jak się czuję, gdy coś noszę. Teraz wolę kupować rzeczy dużo lepszej jakości . Stwierdziłam też, że wolę mieć większy wybór niż tylko 33 sztuki ubrań i dodatków. Bo dobieram kolory zgodnie ze swoim samopoczucie. Ogromny wzrost świadomości po jedynie 2 miesiącach projektu, Powodzania dla Ciebie ❤

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s