obserwacje życia

Work-life balance, czyli o potrzebie nicnierobienia

Kiedy byłam dzieckiem, a później nastolatką, bardzo dużo czytałam. Czasem leżąc w łóżku, na kanapie, nieraz na kocu w ogrodzie, grzejąc twarz w promieniach słońca. Potrafiłam tak spędzić pół dnia, niejednokrotnie zasypiając nad książką, innym razem zdarzało mi się zapatrzyć  w przestrzeń i zamyślić trochę nad wszystkim, a trochę nad niczym. Nie raz słyszałam z tego powodu komentarze, że nic nie robię, marnuję czas, że mogłabym się w tym momencie uczyć albo posprzątać, bo muszę przyznać, że nigdy nie byłam przesadnie pedantyczna. Nierzadko miałam z tego powodu wyrzuty sumienia, bo przecież rzeczywiście tyle pożytecznych i konstruktywnych rzeczy mogłam zrobić! Dziś jednak z pełną świadomością i przyjemnością oddaję się nicnierobieniu, bo wiem, jak ważny dla produktywności jest złoty środek, najtrafniej określany przez anglojęzyczne: work-life balance.

Higiena psychiczna

IMG_3963

Nie wierzę ludziom, którzy mówią, że tak kochają swoją pracę, iż mogą wykonywać ją non stop, od rana do nocy, przez 7 dni w tygodniu i nie potrzebują przerw. Każdy człowiek ma granice wytrzymałości. Nawet największa pasja powtarzana z uporem maniaka, w pewnym momencie przestanie przynosić nam radość. Warto ją sobie porcjować, wtedy energii i radości z jej wykonywania wystarczy na dłużej. Każdy potrzebuje zmian. Nie zawsze muszą być one drastyczne, nie trzeba rzucać wszystkiego i wyjeżdżać w Bieszczady, by dać umysłowi odpocząć. Czasem wystarczy przełączyć działania na inną aktywność, by powrócić do tej ulubionej ze zdwojoną energią, z pełną mocą naszych możliwości. Nie warto zbyt często pracować po godzinach, naprawdę. Na szczęście powoli kult pracy zanika, widać to coraz bardziej w krajach lepiej niż Polska rozwiniętych gospodarczo, ale i u nas powoli słychać głosy ludzi, którzy zamiast podwyżki, wolą redukcję etatu, bo mają świadomość, że super produktywni jesteśmy jakieś 4 godziny dziennie. Idąc tym tokiem myślenia, logicznym jest, że chcemy pracować mniej, więcej czasu spędzać z bliskimi: rodziną, przyjaciółmi, czy choćby sami z sobą. Osobiście lubię to, co robię na co dzień, jednak wiem, że jeśli chcę wykonywać moją pracę dobrze, potrzebuję co najmniej dnia przerwy, myślenia o czymś kompletnie innym, odpoczynku, skupienia się na sobie. Weekendy spędzone na „weekendowaniu” odświeżają moją kreatywność, sprawiają, że po powrocie do obowiązków, spoglądam na nie z nowej perspektywy. Człowiek do dobrego funkcjonowania potrzebuje nicnierobienia, to kwestia higieny psychicznej.

Work-life balance: kalendarz i 8h snu

kratka z instagrama

Szacuje się, że 1% populacji zgromadził majątek takiego rzędu, co pozostałe 99% ludzkości. Tak się złożyło, że nie należę do tego 1%. Podobnie jak większość z Was. Skłamię, jeśli powiem, że leżę, pachnę, pracuję mało i zarabiam krocie. Praca porządkuje mój tydzień i w tym momencie to ja dostosowuję swój grafik chciejstw do niej, a nie odwrotnie. Żyję w zasadzie z kalendarzem w ręku, urlopy planuję z wyprzedzeniem, wszelkie zadania, jakie mam do wykonania staram się zmieścić pomiędzy poniedziałkiem, a piątkiem, tak, by w sobotę mieć czas na ogarnięcie domu, a w niedzielę dla siebie i najbliższych. Zdarza mi się pracować również w soboty, jednak dzięki zapisywaniu i dobremu rozplanowaniu wszystkich zobowiązań, jest to raczej sporadyczne niż wpisane w stały rozkład tygodnia. Bardzo dbam o to, by nie zarywać nocy, tylko wyspana jestem w stanie działać na pełnych obrotach. Kiedy zdarzy mi się posiedzieć nad projektem zbyt długo, rozbijam cały rytm dnia i bardzo ciężko mi odzyskać równowagę. Po lekturze Potęgi kiedy zdiagnozowałam się jako niedźwiedź i wprowadziłam kilka zmian, które znacząco poprawiły moje funkcjonowanie: poranną kawę przeniosłam na popołudnie i sięgam po nią, gdy czuję spadek energii, ćwiczenia fizyczne wpisuję w grafik pomiędzy 18:00 a 19:00 – jestem wtedy w stanie wykonać pełny trening i kończę go na tyle wcześnie, że zanim położę się do łóżka, adrenalina zdąży opaść i nie utrudnia mi zasypiania. Nie ćwiczę codziennie, ale staram się robić to regularnie, bo zdrowe i sprawne ciało to klucz do dobrego samopoczucia.

Weekend jest po to, by „weekendować”

IMG_3601

Na niedzielę staram się nie planować nic, lubię, kiedy ta strona pozostaje w kalendarzu pusta. Pozwalam sobie wtedy na nicnierobienie. Nawet jeśli leżę na kanapie i wertuję czasopismo, nie nudzę się, ale pozwalam mojemu umysłowi odpocząć. Cytując C. Shine „Nuda to skutek defektu wyobraźni – nic więcej”. Po odpowiedniej dawce nicnierobienia, więcej mi się chce, jestem bardziej kreatywna i twórcza. Oczywiście nie spędzam dni wolnych na patrzeniu w sufit, ale weekend jest po to, by „weekendować” – pójść na spacer, pograć z rodziną w planszówki, wyskoczyć ze znajomymi na pyszne jedzenie, aktywnie spędzić czas z dziećmi, jeśli je macie, zalec z książką w łóżku lub wannie pełnej piany, nałożyć maseczkę i zafundować sobie domowe SPA. Nie myśleć o czekających projektach, telefonach, które musicie wykonać następnego dnia, stresującej rozmowie z szefem. Jeśli pracujecie w weekendy, warto znaleźć alternatywę – jeden dzień w tygodniu, kiedy Wasze działania nie skupiają się na pracy, ale na czymś, co po prostu lubicie. A jeśli jeszcze tego nie znaleźliście, próbujcie, testujcie, dajcie sobie możliwość poznać coś nowego, co być może okaże się Waszą wielką pasją.

„Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion”

Pozdrawiam, A.

 

6 myśli w temacie “Work-life balance, czyli o potrzebie nicnierobienia”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s